phygital

newsy, praca i inspiracje Momentum Worldwide – agencji marketingu zintegrowanego w Phigitalowym świecie

ZBIOROWY SPAZM, czyli jak bardzo płaczesz po Jacksonie?

płacz„Internet zwolnił… po śmierci M. Jacksona” głosi główny artykuł w dziale „Technologie” na portalu Gazeta.pl. Rzeczywiście, wszystkie inne wiadomości zeszły na drugi plan, sieć żyje tylko i wyłącznie śmiercią Króla Popu. Jakby jeszcze ktoś nie docenił, jak ważna rzecz stała się dzisiejszej nocy, inne artykuły rozwiewają wątpliwości – 8 innych linków z głównej witryny tej strony odnosi się do smutnego newsa: „Fani płaczą po Michaelu Jacksonie”, „Co się dzieje po śmierci piosenkarza?”, „10 najlepszych teledysków”, „Życie Jacksona na zdjęciach”, „Niedźwiecki: Będzie płyta”, „Za to kochaliśmy Michaela”, a nawet arcyciekawe „Polskie wątki w karierze Jacksona – wspomnienia techników ustawiających scenę do koncertu Jacksona w 1996 roku” czy tabloidalne „Umieranie Jacksona to ściema! – pisał bloger”. MTV, VH1 i Viva Polsa emitują dziś wyłącznie teledyski Jacksona, możemy także poznać bardzo ważne dla naszego oglądu sprawy opinie celebrytów: Mariah Carey deklaruje „Moje serce krwawi!”, Madonna „nie przestaje płakać po Michaelu”, a Celine Dion przyrównuje śmierć Jacksona do śmierci Presleya (co można w sumie zrozumieć) oraz Kennedy’ego (co już zrozumieć jest dużo trudniej).

Do teraz „profil” facebookowy „R.I.P Michael Jackson (We Miss You)” ma ponad 160 tysięcy fanów – co każe zapytać o granice „bycia fanem” jakiegoś zjawiska bądź artysty, tudzież o adekwatność facebookowej terminologii. Empik w dzisiejszym newsletterze wysłał do klientów pocztowych zachętę „Uczcij pamięć króla popu” (i nie ma czemu się dziwić, w dniu dzisiejszym płyty Jacksona zajmują… pierwszych 15 miejsc pod względem sprzedaży w sklepie internetowym Amazon.uk). A jeśli komuś sieć nie wystarcza, może przenieść wyrażenie swego smutku do realu – za czterdzieści pięć od momentu, w którym to piszę, bo o godzinie 18.00 ma odbyć się pod Metrem Centrum flash mob (sic!!!), poświęcony Jacksonowi: „- Będziemy śpiewać piosenki, może uda się zorganizować muzykę, niektórzy planują przynieść świece i portrety Michaela. Wszystko będzie się działo spontanicznie, nie mamy scenariusza. Najważniejsze, żeby jak najwięcej osób przyszło i razem uczciło pamięć Jacksona – zachęca Tosin, Nigeryjczyk, student psychologii, jeden z organizatorów dzisiejszego spotkania fanów.” (cytat za: Gazeta.pl,  można obejrzeć relację z tego wydarzenia).

Tylko czy to wszystko jest prawdziwe? Czy może to tylko znów symulacja, nieprawdziwy, rozdmuchany balon, którego nie powinno być, bo przez ostatnie kilkanaście lat nikt się Jacksonem nie interesował, chyba że w kontekście posądzeń o pedofilię? Bloger MacKozer zwraca uwagę na paralelność nadekspresji uczuć po śmierci Jacksona z tym, co obserwowaliśmy po odejściu… Jana Pawła II i nazywa to zjawisko „mikroemocjami”, czyli „ekspresowym i niezobowiązującym wyrażaniem fałszywego żalu i współczucia”, nie mającym wiele wspólnego z prawdziwym uczuciem straty po odejściu kogoś ważnego (więcej pod TYM linkiem).

A jako że jedną z ważniejszych sił, działających w sieci 2.0, jest prześmiewczość, ironia i sarkazm, na Facebooku, po fali statusów „RIP”, „[*] i setkach wklejonych linków do teledysków Jacksona (umieszczony niedawno przez mojego znajomego świetny teledysk The Roots skomentowany został „O, to The Roots też umarli?”) właśnie pojawił się quiz „Jakim typem żałobnika po Michaelu Jacksonie jesteś?”. Życząc wszystkim jak najciekawszych wyników oddaję głos anonimowemu twórcy, który z prawdziwie socjologiczną swadą twierdzi, że żałobników podzielić można na 4 główne grupy:

• Można być Prawdziwym Fanem i „przez tydzień po śmierci Michaela zadawać sobie w duchu pytanie – ale o co chodzi, przecież Michael żyje, mieszka na swoim ranchu Neverland i szykuje do wielkiej trasy koncertowej. Kiedy smutna prawda dociera do nich, na naszej klasie nie ma już serduszek i świeczek”;

• Alkoholowi sentymentaliści „śmierć Króla uczcili półlitrem w samotności lub ze współokatorami oglądając teledyski Michaela w Youtube i wrzucając je na Fejsbuka, ogólnie mający w d***e czy Michael wróciłby na scenę, czy nie, każda okazja jest jednak dobra by zaglądnąć do szklanki”;

• Naszoklasowi opier***e serduszek i świeczek „w sumie nie wiedzą, kim był Michael Jackson, bo przerwał karierę jak jeszcze ich na świecie nie było. Niemniej jednak wrzucają oni w zdjęcie profilowe na NK świeczkę, albo gówniane serduszko, tagują Michaela, że zawsze będzie w ich sercu, bo wszystkie ich koleżanki też tak mają, w galeriach znajomych komentują zdjęcia Michaela swoim ulubionym „ślicznie wyglądasz, nic się nie zmieniłaś” i jarają się, że wszyscy mają Michaela w profilu i o nim gadają”;

• I wreszcie j***e snoby, co „nie potrafią wymienić żadnego tytułu piosenki Michaela i jest im z tym dobrze. Gdyby sprzedawali na stadionie koszulki z napisem Nie płakałem po Jacksonie, to by kupili i wkurza ich, że wszyscy jarają się śmiercią Jacksona”.

Wszystko jasne? No dobrze, pozostaje mi tylko skopiować na swój odtwarzacz „I’m bad”, „Earth song” i „Don’t stop ‘till get enough”, zapakować do torby znicz, lakierki, kapelusz, i biały puder – do zobaczenia pod Metrem Centrum!

Tagged as: , , , , , , , ,

3 Comments

  1. Rosół,

    takie same zbiorowe histerie były po śmierci Elvisa, Morrisona, Friediego czy Cobaina. Tylko im wcześniej się wydarzały, tym “szczerzej” je postrzegamy, bo nie było tak wielu możliwości manifestowania swojej żałoby. Teraz – przy tak ogromnej potrzebie mas utożsamiania się z czymkolwiek/kimkolwiek – stało się – i tłumy ruszają. Po co chlipać w zaciszu sypialni ze słuchawkami na uszach. Napierd… serduszka i świeczki, wpisujemy miasta, wypełniamy debilne testy na FB – jestem za, jestem przeciw. Kocham/nienawidzę. Cierpię/mam w dupie. Ale jestem i mnie widać. Małe kamyki na grób Artsyty.

  2. słusznie prawicie, panie ułanie, ważniejsze akurat w tym przypadku nie jest to, jak bardzo te emocje są prawdziwe (bo niekiedy są, naprawdę ci, których pierwszą kasetą był thriller, byli smutni), ale:
    - ekspresja emocji i jej przesadne manifestowanie (słusznie piszecie, kumie),
    - oraz – co może ciekawsze – ich natychmiastowe rozchodzenie się, taka megaszybko rozszerzająca się bańka, która w ciągu kilku godzin od faktu tworzy już ironiczne analizy (patrz: wyżej wzmiankowany quiz na facebooku) oraz także mój tekst, będący próbą opisania dynamicznego zjawiska – już, zaraz, teraz dziejącego się.

  3. A no właśnie. Pokuszę się o stwierdzenie, że w “dobie netu” spadła wartość wypowiedzi jako takiej. Kiedyś, gdzie dostęp do mediów (prasa, radio, telewizja) mieli mimo wszystko nieliczni – słowo i treści nim niesione były w jakiś sposób elitarne, wyjątkowe (co nie znaczy że słuszne). Teraz – Twój skądinąd trafny, choć ironiczny post – w jakiś sposób stawiany jest na równi z nap… serduszkami i świeczkami. Mo mimo, że umieszczony na bogu szacownej agencji – to z perspektywy netu jako takiego – wskakuje do tego samego wora “spazmów” po śmierci MJ. Czyli tej bańki. A, patrząc po tym co się dzieje – ma ona wydźwięk niestety mocno negatywny. A i media same temu nie pomagają. Znak czasów kumie, znak czasów.

Leave a Response

Please note: comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.